czwartek, 16 maja 2013

Przybysz

Od autora: To tekst opisujący ciekawą sytuację, bo w szczególny sposób łączy się z Warhammerem 40.000. W jaki? Odkryjcie to sami, przecież nie będę wam spoilerował. Zapraszam do lektury.

 Przybysz

Przybysz wszedł do banku przez otwarte drzwi. Zobaczył porozrzucane kartki i wiele krwi, choć nie ujrzał żadnych ludzkich ciał. Cała podłoga i ściany były purpurowe. Tuż nad podłogą wisiał ozdobny, mosiężny żyrandol. Światło mocno podkreślało dominujące barwy – biel kartek, czerwień krwi i refleksy na wypolerowanym metalu.
Wyszedł z pomieszczenia. Pomyślał, że w tej zniszczonej ogniem wiosce muszą być gdzieś ludzie opętani przez siły nieczyste. Inkwizycja zajmuje się tylko rzeczami nadprzyrodzonymi. Pewnie demon gdzieś ukrył ludzkie szczątki. Przeszukał całą wieś. W warsztatach tkackich i przy kołach wodnych znalazł ciała. Większość ich pozbawiona była głów. Popatrzył na swój ozdobny płaszcz. Cały był we krwi. Ucieszył się, że miał go na sobie. Koszula, spodnie i pochwa na miecz pozostały czyste. Czekało go jeszcze wiele pracy w tych „brudzących miejscach”. Przerzucił kilka ciał ubranych w wykwintne stroje i sprawdził ich kieszenie. W jednej znalazł glejt królewski. Widać, że był to ktoś ważny.
Usłyszał za sobą jakiś szelest. Obrócił się na pięcie. Zobaczył w drzwiach dziewczynę. Miała poszarpaną odzież całą we krwi. Wyglądała na szesnaście lat. Miał rozkaz od papieża, by chronić bezbronnych i starszych. Podbiegł szybko zobaczywszy, że zaraz upadnie. W czasie biegu jego oczy spotkały się z jej źrenicami. Poczuł coś dziwnego, lecz zimna logika nauczyła go natychmiastowego reagowania. Złapał ją, gdy już prawie leżała na ziemi. Wyprostował się. Była lekka, pewnie parę dni nic nie jadła.
Ruszył z dziewczyną do ratusza. Był to jedyny budynek nienaruszony ogniem. Pewnie dlatego, że był na uboczu. Ciężko było iść z osobą niesioną na rękach. Po dojściu był zmęczony. Również widok śmierci i stęchły odór nie był dla niego przyjemnym doświadczeniem. W ratuszu znalazł pokój burmistrza i w nim się rozgościł. Zapalił ogień i położył dziewczynę do łóżka.
Wieczorem, gdy już znalazł coś do jedzenia, spróbował obudzić swoją towarzyszkę. Nic z tego nie wyszło. Zrobił kolację, posilił się i zapalił fajkę znalezioną w biurku. Razem z tytoniem znalazł pamiętnik. Zdziwił się zobaczywszy, że większość kartek jest zniszczonych i nadpalonych. Jedynie ostatnie jakoś się trzymały i były w większości czytelne.

Dzień 4
Weszli, nie możemy się obronić. Nie wiem czego chcą. W czarnych płaszczach z bronią w ręku niszczą domy i zabijają wszystkich. Nikt nie może ich pokonać. Nawet wielcy rycerze przegrywają walcząc z nimi. Znalazłem ich broń. Trzymali mnie na zakładnika. Chcieli okup, ale wiem, że i tak by Król im nic nie...
Schowałem ją pod podłogą. Nie powiem, bo mogliby przeczytać. Ten kto szuka, znajdzie ją. Pod podłogą mówią głosy. Pod podłogą, więc schowałem ją tam. Szukajcie a znajdziecie. Tak mówi Pan, a więc tak jest [dopisek na boku strony].

Inkwizytor, zakonny wysłannik inkwizycji i papieża do zbadania niepokojących wieści z północy kraju, na chwilę przestał czytać i popatrzył na podłogę. Skorzystał ze swojej mocy zesłanej przez Boga. Miał wszechwidzące oczy. Szybko znalazł to, czego szukał. Podniósł się z krzesła, podszedł do drewnianej deski i siłą ją wyrwał. Znalazł pod nią pudełko, a w nim coś, czego się nie spodziewał. Narzędzie rolnicze, ale nie zwykłe, lecz jakby broń. Przystosowane było do zadawania pchnięć i nawet cięć, przez naostrzenie boków. Zabrał pudełko i podszedł do biurka, znowu biorąc się za czytanie.

...dał. Nawet złamanego grosza. Po prostu świetnie, niech Panu będą dzięki. I znowu przegrałem. Znowu trzeba będzie ich wezwać jak rok temu.
Kilka stron nadpalonych dalej.
Dzień 6
Udało się, zginęli. Tylko czemu zniszczyły mi te cłośie całą wieś [pismo było dziwne, jakby pisała je niedouczona osoba]. Zarżnęli mie wszystkie krowisie i dupereleczki i jakieś tam gąśleczki. To bylo oklopne. Strasssne te były, te demony. Afuuuu, heretyckie plugawe cary. Znowu są tutaj by nam dopleć. Znowu zniscyli domki i chalupki.
Dzień 7
No i znowu mnie zaatakowali i znowu nic się mi nie stało. Chciałem tylko uratować moją wieś.

Miał przejrzeć co jest dalej, ale z lektury wybiło go stęknięcie. Odwrócił głowę w stronę łóżka. Zobaczył, że dziewczyna chce wstać, ale nie ma zbytnio siły.
- Leż, nie ma co się przemęczać. Dobrze, że wstałaś. Musisz coś zjeść, bo mi tu zemrzesz… – Dostrzegał, że jej wzrok jest skierowany na jego płaszcz wiszący na wieszaku. Był pokryty zaschniętą krwią. – A, o to ci chodzi. Jak cię niosłem i przeszukiwałem zwłoki, obryzgałem się nią. Brudna to robota, ale jak już jesteś wyznaczony, to trzeba działać. Inkwizycja nie ma sobie równych w robocie z duchami i demonami. Taki już nas los.
W jej oczach zobaczył jeszcze większy strach. Znała tylko opowieści o złych inkwizytorach zabijających ludzi dla swojej uciechy. Człowiek tej profesji, chcący pomóc, był dla niej dziwnym zjawiskiem.
- Będę musiał wyjechać za jakiś czas, by sprawdzić okolicę.
- Niieee... zoos... tawiaj... mnie – wyjąkała przez zaschnięte gardło. Popatrzył na nią ze zdziwieniem. Pierwszy raz ktoś prosił go o zaprzestanie pracy.
- Czemu miałbym to zrobić? Przecież muszę sprawdzić, co się tutaj dzieje. Wszystko jest na ziemi możliwe. Począwszy od duchów i złych ludzi, a skończywszy na demonach i upiorach przeszłości. Nieraz już je widziałem. Niemiły to widok. Uwierz mi. Świat staje się przez jakiś czas taki mdławy. Jednak dzięki tym oczom mogę widzieć demony w ich prawdziwej postaci, a dodatkowo widzę rzeczy dla innych ludzi niewidoczne. To również wielkie przekleństwo. Widzisz demona całkowicie jakim jest. Nie chciałabyś wiedzieć jak to wygląda. „Cieszcie się ludzie o zbyt małej wiedzy, by wątpić”. Tak, te słowa mówią prawdę. Ale wracając do ciebie, najpierw coś zjedź i napij się, a potem pogadamy.
Zrobiła dokładnie to, o co ją poprosił. Ciężko jej było z usadowieniem się na krześle, ale pomógł jej usiąść. W miarę jedzenia stawała się coraz żwawsza. On wiedząc, co dzieje się jak ludzie zbyt dużo i szybko jedzą, podawał jej jedzenie w małych ilościach. Sam sączył powoli wino burmistrza. Pomyślał, że ten człowiek miał mały intelekt, ale dobry gust do wina. Bardzo dobre. Brak było nalepki z miejscem i nazwą winiarni. Pewnie mówił, że sam je zrobił.
- …bo zrobiła je wioska – wyrwało go z zamyślenia zdanie.
- Hm? – spytał.
- To wino zostało zrobione w naszej wiosce, dlatego nie ma żadnej nalepki.
- Rozumiem, ale skąd wiedziałeś o czym myślę? Moce nadprzyrodzone?
Znalazł się natychmiast przy niej. Stanął za krzesłem, by uniemożliwić jej ucieczkę. W seminarium zakonnym był nazywany błyskawicą. Miał w ręku jedno z ostrzy z pudełka. Chciała wstać i uciec, uniemożliwił jej to. Przypierał ją do krzesła, trzymając za ramiona. Prawą ręką trzymał broń skierowaną w stronę jej szyi.
- Teraz szybko odpowiadaj. Jeśli dostałaś je po ataku, to mam pełne prawo cię zabić. Nie wierć się, bo będę musiał przebić ci gardło, a tego byśmy nie chcieli. Odpowiadaj, im szybciej tym lepiej. Męki staną się krótsze lub ich wcale nie będzie. Nie kłam i tak to wykryję.
- Nie mam żadnych mocy – zaryczała.
- To skąd wiedziałaś o czym myślałem?
- Bo... miałeś... wzrok w butelkę... wpatrzony – mówiła płacząc.
- Dobra, nie kłamiesz. Jesteś bystra. – Puścił ją i usiadł na krześle. – Dobrze, przeżyjesz co najmniej dzisiaj, a teraz opowiadaj, co się zdarzyło w wiosce.
Dziewczyna zaczęła opowiadać o tym, że najpierw przybyli jacyś bandyci, którzy zabijali wszystkich. A ona ukryła się w młynie. Potem nadeszły z podziemi demony i zabijały wszystkich napotkanych. Musiała skoczyć do wody, która była bardzo zimna. Przybysz nie dał jej skończyć i zaczął wypytywać o wygląd demonów. Opowiedziała, że wyglądali jak jakieś przerośnięte istoty z rogami na głowie i czerwonej skórze.
On wiedział. Demony przebrane w ludzkie ciała. W trupy. Demon, który wejdzie w ludzkie ciało włada nim, jednak przez energię i moc powłoka zaczyna się zmieniać i upodabniać do właściciela. To właśnie o tym mówił burmistrz pisząc, że musi znowu ich przyzwać. Wykorzystywał truchła swoich podwładnych jako ciała dla przyzwanych demonów. Obrzydliwe, żaden normalny człowiek by tego nie zrobił.
Wstał szybko od stołu, zabierając całą broń i płaszcz ze sobą, i pobiegł na strych. Zobaczył to, co żadnemu śmiertelnemu się nie śniło. Demony lub istoty w dziwnym kształcie, jakby demony, ale nie do końca. Włączył moc swoich oczu. Zdziwiło go, gdy zobaczył ludzi w tych powłokach. Nie zaatakowały go. Popatrzył po pokoju. Cały był pokryty znakami i pentagramami wypisanymi kredą.
Nagle zobaczył coś, czego się nie spodziewał. Cielesna powłoka burmistrza leżała w środku największego pentagramu. Jeden róg był zamazany, naprędce wyczyszczony, jakby ktoś próbował zniszczyć rytuał. Odwrócił się i zobaczył ocalałą dziewczynę, kulącą się przy ścianie. Domyślił się wszystkiego. To ona przerwała przyzywanie. Odwrócił wzrok i wypowiedział jedną z litanii, uczonych od małego. Prosił w niej, aby demony, które zawładnęły ciałami tych umarłych, odeszły do zaświatów. Potem zwrócił się znowu w stronę dziewczyny i powiedział:
- Może masz szczęście albo jest to znak od Pana. Może będziemy mieli kobietkę inkwizytorkę. Pierwszą na świecie.
Podszedł do niej i przytulił, wymawiając pierwszą w swoim życiu litanię chwalebną na część osoby będącej prostym człowiekiem. Podniósł ją i razem zeszli na dół, słysząc szelest rozsypujących się w proch ciał. Ruszyli w stronę Rzymu nie oglądając się za siebie, by przedstawić sprawozdanie władzy zwierzchniej i czekać na ocenę postępowania inkwizytora. Zakonnik miał nadzieję, że dziewczyna, która mu towarzyszy, zostanie jego uczennicą. Wykazała się sprytem i determinacją. Walczyła do samego końca, by demony nie przeszły do świata ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz