Od autora: To
tekst opisujący ciekawą sytuację, bo w szczególny sposób łączy się z
Warhammerem 40.000. W jaki? Odkryjcie to sami, przecież nie będę
wam spoilerował. Zapraszam do lektury.
Przybysz
Przybysz wszedł
do banku przez otwarte drzwi. Zobaczył porozrzucane kartki i wiele krwi, choć
nie ujrzał żadnych ludzkich ciał. Cała podłoga i ściany były purpurowe. Tuż nad
podłogą wisiał ozdobny, mosiężny żyrandol. Światło mocno podkreślało dominujące
barwy – biel kartek, czerwień krwi i refleksy na wypolerowanym metalu.
Wyszedł z
pomieszczenia. Pomyślał, że w tej zniszczonej ogniem wiosce muszą być gdzieś ludzie
opętani przez siły nieczyste. Inkwizycja zajmuje się tylko rzeczami
nadprzyrodzonymi. Pewnie demon gdzieś ukrył ludzkie szczątki. Przeszukał całą
wieś. W warsztatach tkackich i przy kołach wodnych znalazł ciała. Większość ich
pozbawiona była głów. Popatrzył na swój ozdobny płaszcz. Cały był we krwi.
Ucieszył się, że miał go na sobie. Koszula, spodnie i pochwa na miecz pozostały
czyste. Czekało go jeszcze wiele pracy w tych „brudzących miejscach”.
Przerzucił kilka ciał ubranych w wykwintne stroje i sprawdził ich kieszenie. W
jednej znalazł glejt królewski. Widać, że był to ktoś ważny.
Usłyszał za
sobą jakiś szelest. Obrócił się na pięcie. Zobaczył w drzwiach dziewczynę. Miała
poszarpaną odzież całą we krwi. Wyglądała na szesnaście lat. Miał rozkaz od papieża,
by chronić bezbronnych i starszych. Podbiegł szybko zobaczywszy, że zaraz upadnie.
W czasie biegu jego oczy spotkały się z jej źrenicami. Poczuł coś dziwnego,
lecz zimna logika nauczyła go natychmiastowego reagowania. Złapał ją, gdy już
prawie leżała na ziemi. Wyprostował się. Była lekka, pewnie parę dni nic nie
jadła.
Ruszył z
dziewczyną do ratusza. Był to jedyny budynek nienaruszony ogniem. Pewnie
dlatego, że był na uboczu. Ciężko było iść z osobą niesioną na rękach. Po
dojściu był zmęczony. Również widok śmierci i stęchły odór nie był dla niego
przyjemnym doświadczeniem. W ratuszu znalazł pokój burmistrza i w nim się rozgościł.
Zapalił ogień i położył dziewczynę do łóżka.
Wieczorem, gdy
już znalazł coś do jedzenia, spróbował obudzić swoją towarzyszkę. Nic z tego
nie wyszło. Zrobił kolację, posilił się i zapalił fajkę znalezioną w biurku.
Razem z tytoniem znalazł pamiętnik. Zdziwił się zobaczywszy, że większość
kartek jest zniszczonych i nadpalonych. Jedynie ostatnie jakoś się trzymały i
były w większości czytelne.
Dzień 4
Weszli, nie
możemy się obronić. Nie wiem czego chcą. W czarnych płaszczach z bronią w ręku
niszczą domy i zabijają wszystkich. Nikt nie może ich pokonać. Nawet wielcy
rycerze przegrywają walcząc z nimi. Znalazłem ich broń. Trzymali mnie na
zakładnika. Chcieli okup, ale wiem, że i tak by Król im nic nie...
Schowałem ją
pod podłogą. Nie powiem, bo mogliby przeczytać. Ten kto szuka, znajdzie ją. Pod
podłogą mówią głosy. Pod podłogą, więc schowałem ją tam. Szukajcie a
znajdziecie. Tak mówi Pan, a więc tak jest [dopisek na boku strony].
Inkwizytor, zakonny
wysłannik inkwizycji i papieża do zbadania niepokojących wieści z północy
kraju, na chwilę przestał czytać i popatrzył na podłogę. Skorzystał ze swojej
mocy zesłanej przez Boga. Miał wszechwidzące oczy. Szybko znalazł to, czego
szukał. Podniósł się z krzesła, podszedł do drewnianej deski i siłą ją wyrwał. Znalazł
pod nią pudełko, a w nim coś, czego się nie spodziewał. Narzędzie rolnicze, ale
nie zwykłe, lecz jakby broń. Przystosowane było do zadawania pchnięć i nawet
cięć, przez naostrzenie boków. Zabrał pudełko i podszedł do biurka, znowu
biorąc się za czytanie.
...dał.
Nawet złamanego grosza. Po prostu świetnie, niech Panu będą dzięki. I znowu
przegrałem. Znowu trzeba będzie ich wezwać jak rok temu.
Kilka stron
nadpalonych dalej.
Dzień 6
Udało się,
zginęli. Tylko czemu zniszczyły mi te cłośie całą wieś [pismo było dziwne,
jakby pisała je niedouczona osoba]. Zarżnęli mie wszystkie krowisie i dupereleczki
i jakieś tam gąśleczki. To bylo oklopne. Strasssne te były, te demony. Afuuuu,
heretyckie plugawe cary. Znowu są tutaj by nam dopleć. Znowu zniscyli domki i
chalupki.
Dzień 7
No i znowu
mnie zaatakowali i znowu nic się mi nie stało. Chciałem tylko uratować moją
wieś.
Miał przejrzeć
co jest dalej, ale z lektury wybiło go stęknięcie. Odwrócił głowę w stronę
łóżka. Zobaczył, że dziewczyna chce wstać, ale nie ma zbytnio siły.
- Leż, nie ma
co się przemęczać. Dobrze, że wstałaś. Musisz coś zjeść, bo mi tu zemrzesz… – Dostrzegał,
że jej wzrok jest skierowany na jego płaszcz wiszący na wieszaku. Był pokryty
zaschniętą krwią. – A, o to ci chodzi. Jak cię niosłem i przeszukiwałem zwłoki,
obryzgałem się nią. Brudna to robota, ale jak już jesteś wyznaczony, to trzeba
działać. Inkwizycja nie ma sobie równych w robocie z duchami i demonami. Taki
już nas los.
W jej oczach
zobaczył jeszcze większy strach. Znała tylko opowieści o złych inkwizytorach
zabijających ludzi dla swojej uciechy. Człowiek tej profesji, chcący pomóc, był
dla niej dziwnym zjawiskiem.
- Będę musiał
wyjechać za jakiś czas, by sprawdzić okolicę.
- Niieee... zoos...
tawiaj... mnie – wyjąkała przez zaschnięte gardło. Popatrzył na nią ze
zdziwieniem. Pierwszy raz ktoś prosił go o zaprzestanie pracy.
- Czemu miałbym
to zrobić? Przecież muszę sprawdzić, co się tutaj dzieje. Wszystko jest na
ziemi możliwe. Począwszy od duchów i złych ludzi, a skończywszy na demonach i
upiorach przeszłości. Nieraz już je widziałem. Niemiły to widok. Uwierz mi. Świat
staje się przez jakiś czas taki mdławy. Jednak dzięki tym oczom mogę widzieć
demony w ich prawdziwej postaci, a dodatkowo widzę rzeczy dla innych ludzi
niewidoczne. To również wielkie przekleństwo. Widzisz demona całkowicie jakim
jest. Nie chciałabyś wiedzieć jak to wygląda. „Cieszcie się ludzie o zbyt małej
wiedzy, by wątpić”. Tak, te słowa mówią prawdę. Ale wracając do ciebie,
najpierw coś zjedź i napij się, a potem pogadamy.
Zrobiła
dokładnie to, o co ją poprosił. Ciężko jej było z usadowieniem się na krześle,
ale pomógł jej usiąść. W miarę jedzenia stawała się coraz żwawsza. On wiedząc,
co dzieje się jak ludzie zbyt dużo i szybko jedzą, podawał jej jedzenie w małych
ilościach. Sam sączył powoli wino burmistrza. Pomyślał, że ten człowiek miał
mały intelekt, ale dobry gust do wina. Bardzo dobre. Brak było nalepki z
miejscem i nazwą winiarni. Pewnie mówił, że sam je zrobił.
- …bo zrobiła
je wioska – wyrwało go z zamyślenia zdanie.
- Hm? – spytał.
- To wino
zostało zrobione w naszej wiosce, dlatego nie ma żadnej nalepki.
- Rozumiem, ale
skąd wiedziałeś o czym myślę? Moce nadprzyrodzone?
Znalazł się
natychmiast przy niej. Stanął za krzesłem, by uniemożliwić jej ucieczkę. W
seminarium zakonnym był nazywany błyskawicą. Miał w ręku jedno z ostrzy z
pudełka. Chciała wstać i uciec, uniemożliwił jej to. Przypierał ją do krzesła,
trzymając za ramiona. Prawą ręką trzymał broń skierowaną w stronę jej szyi.
- Teraz szybko
odpowiadaj. Jeśli dostałaś je po ataku, to mam pełne prawo cię zabić. Nie wierć
się, bo będę musiał przebić ci gardło, a tego byśmy nie chcieli. Odpowiadaj, im
szybciej tym lepiej. Męki staną się krótsze lub ich wcale nie będzie. Nie kłam
i tak to wykryję.
- Nie mam
żadnych mocy – zaryczała.
- To skąd
wiedziałaś o czym myślałem?
- Bo... miałeś...
wzrok w butelkę... wpatrzony – mówiła płacząc.
- Dobra, nie
kłamiesz. Jesteś bystra. – Puścił ją i usiadł na krześle. – Dobrze, przeżyjesz
co najmniej dzisiaj, a teraz opowiadaj, co się zdarzyło w wiosce.
Dziewczyna
zaczęła opowiadać o tym, że najpierw przybyli jacyś bandyci, którzy zabijali
wszystkich. A ona ukryła się w młynie. Potem nadeszły z podziemi demony i
zabijały wszystkich napotkanych. Musiała skoczyć do wody, która była bardzo
zimna. Przybysz nie dał jej skończyć i zaczął wypytywać o wygląd demonów.
Opowiedziała, że wyglądali jak jakieś przerośnięte istoty z rogami na głowie i
czerwonej skórze.
On wiedział.
Demony przebrane w ludzkie ciała. W trupy. Demon, który wejdzie w ludzkie ciało
włada nim, jednak przez energię i moc powłoka zaczyna się zmieniać i upodabniać
do właściciela. To właśnie o tym mówił burmistrz pisząc, że musi znowu ich
przyzwać. Wykorzystywał truchła swoich podwładnych jako ciała dla przyzwanych demonów.
Obrzydliwe, żaden normalny człowiek by tego nie zrobił.
Wstał szybko od
stołu, zabierając całą broń i płaszcz ze sobą, i pobiegł na strych. Zobaczył to,
co żadnemu śmiertelnemu się nie śniło. Demony lub istoty w dziwnym kształcie,
jakby demony, ale nie do końca. Włączył moc swoich oczu. Zdziwiło go, gdy zobaczył
ludzi w tych powłokach. Nie zaatakowały go. Popatrzył po pokoju. Cały był
pokryty znakami i pentagramami wypisanymi kredą.
Nagle zobaczył coś,
czego się nie spodziewał. Cielesna powłoka burmistrza leżała w środku największego
pentagramu. Jeden róg był zamazany, naprędce wyczyszczony, jakby ktoś próbował
zniszczyć rytuał. Odwrócił się i zobaczył ocalałą dziewczynę, kulącą się przy
ścianie. Domyślił się wszystkiego. To ona przerwała przyzywanie. Odwrócił wzrok
i wypowiedział jedną z litanii, uczonych od małego. Prosił w niej, aby demony,
które zawładnęły ciałami tych umarłych, odeszły do zaświatów. Potem zwrócił się
znowu w stronę dziewczyny i powiedział:
- Może masz
szczęście albo jest to znak od Pana. Może będziemy mieli kobietkę inkwizytorkę.
Pierwszą na świecie.
Podszedł do
niej i przytulił, wymawiając pierwszą w swoim życiu litanię chwalebną na część
osoby będącej prostym człowiekiem. Podniósł ją i razem zeszli na dół, słysząc szelest
rozsypujących się w proch ciał. Ruszyli w stronę Rzymu nie oglądając się za
siebie, by przedstawić sprawozdanie władzy zwierzchniej i czekać na ocenę
postępowania inkwizytora. Zakonnik miał nadzieję, że dziewczyna, która mu
towarzyszy, zostanie jego uczennicą. Wykazała się sprytem i determinacją.
Walczyła do samego końca, by demony nie przeszły do świata ludzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz